Gdy społeczny sprzeciw wobec gigantycznych inwestycji w centra danych przybiera na sile, branża sięga po narzędzie, które od ponad stu lat sprawdza się w przypadku każdej branży z problemem wizerunkowym: dotarcie do dzieci. Zamiast kolejnej konferencji prasowej czy spotkania z samorządem, pojawiają się wycieczki szkolne do serwerowni, kolorowanki z serwerami i opowieści o chmurze dla pierwszoklasistów.
Jednym z najbardziej widocznych przykładów jest bezpłatna książeczka „What is a Data Center?”, rekomendowana przez organizację non-profit 7x24 Exchange International. Jej bohaterem jest borsuk, który pod okiem pracownika o imieniu Oliver zwiedza centrum danych i dowiaduje się, że zadaniem zatrudnionych tam osób jest zapewnienie dostępności usług „o każdej porze dnia i nocy”. Fabuła nieprzypadkowo zahacza o zakupy online robione późnym wieczorem — czyli scenę, którą każdy dorosły czytelnik rozpozna natychmiast.
To element szerszego schematu. Poza klasycznym lobbingiem, programami tworzenia miejsc pracy i ulgami podatkowymi firmy oraz stowarzyszenia branżowe inwestują w „miękkie” budowanie relacji z lokalnymi społecznościami. Organizacja 7x24 Exchange stoi m.in. za obchodzonym w szkołach „Międzynarodowym Dniem Centrów Danych”, do którego zachęca dyrekcje placówek. W pakiecie są krzyżówki dla licealistów, kolorowanki, projekty naukowe o parowaniu wody oraz polecenia typu „narysuj superbohatera danych”. W Minnesocie zorganizowano wycieczkę uczniów do zakładu produkującego generatory prądotwórcze dla centrów danych.
Nie chodzi wyłącznie o materiały dydaktyczne. Według zestawienia publicznych wpisów i postów w mediach społecznościowych od 2025 roku co najmniej jedenaście firm i grup branżowych zorganizowało uczniom wizyty w lokalnych centrach danych. Przykładem jest Sabey, operator siedmiu obiektów w USA, który przyjmował młodzież z kilku szkół w stanie Waszyngton. Jeden z dystryktów szkolnych chwalił się wizytą na blogu — tyle że ilustrujące ją zdjęcie okazało się wygenerowane przez AI, a części widocznych na nim osób brakowało kończyn. Amazon z kolei zaprosił uczniów do swojego „Skills Center” w Arlington w Wirginii, gdzie młodzież poznawała podstawy chmury obliczeniowej i perspektywy zawodowe.
Krytycy nie mają złudzeń co do intencji. Alex Molnar z University of Colorado Boulder, szef National Education Policy Center, przypomina, że od ponad wieku branże z kłopotami wizerunkowymi — fast food, tytoń, paliwa kopalne — przenosiły swoje przekazy do szkół. „Bardzo, bardzo ważnym powodem, dla którego korporacje angażują się w szkoły, jest po prostu propaganda korporacyjna — nie po to, by sprzedać produkt, ale by opowiedzieć swoją historię” — mówi. I dodaje, że trudno mu dostrzec korzyść dla samych uczniów: „Po co trzecioklasista miałby interesować się centrum danych?”. Jego zdaniem na miejscu czeka na nich kilka kilometrów najnudniejszych rzeczy pod słońcem: rzędy serwerów generujących ogromne ilości ciepła, hałas i pustka, bo w gotowym obiekcie pracuje niewiele osób.
Kontekst jest coraz bardziej napięty. Badanie Pew Research z lata 2026 roku, obejmujące 10 tysięcy Amerykanów, pokazało, że około połowa respondentów uważa centra danych za „raczej złe” dla środowiska i jakości życia. Sprzeciw łączy osoby o różnych poglądach politycznych, a w niektórych miejscach zaostrza go bliskość takich inwestycji wobec szkół — jak w hrabstwie Palm Beach na Florydzie czy na przedmieściach Cleveland, gdzie obok podstawówki stanęła elektrownia gazowa zasilająca lokalne centrum danych. W takiej atmosferze kredka i wycieczka mają robić to, czego nie zrobiła dotąd żadna kampania wizerunkowa.
Podsumowanie: Branża centrów danych przenosi walkę o przychylność społeczną do sal lekcyjnych, licząc, że najmłodsi obywatele staną się ambasadorami technologii w domach. To strategia skuteczna i wielokrotnie sprawdzona, ale też łatwa do zdemaskowania — zwłaszcza gdy w tle narasta oddolny sprzeciw wobec kosztów środowiskowych i energetycznych AI. Pytanie nie brzmi więc, czy dzieci zapamiętają wycieczkę, lecz czy dorośli w ich miejscowościach dadzą się przekonać kolorowanką.