Amerykańscy wyborcy mówią „dość” centrom danych. Wyniki wyborów śródokresowych 2026
· 3 min czytania · Źródło: TheVerge
Jeszcze niedawno centra danych były w amerykańskiej polityce tematem, o którym mówiło się wyłącznie w kontekście inwestycji i miejsc pracy. Po wyborach śródokresowych w 2026 roku ten obraz się rozsypał. Jak wynika z sondaży exit poll stacji NBC News, 76 proc. pytanych wyborców sprzeciwia się lokalizacji centrów danych w swojej okolicy. To nie jest już niechęć marginesu, to większość, z którą trzeba się liczyć przy urnie.
Liczby z referendów mówią same za siebie. Mieszkańcy głosowali bezpośrednio nad centrami danych w 45 lokalnych inicjatywach; według zestawienia prowadzonego przez Redbud Consulting 33 z nich zakończyły się wynikiem ograniczającym rozwój takich obiektów. W miasteczku Wells w stanie Maine przegłosowano półroczne moratorium na duże centra danych, liczone wstecz od połowy czerwca 2026 roku. Kilka miast w Ohio zdecydowało się zakazać obiektów o mocach powyżej 25 MW, a El Dorado w Kansas na dziesięć lat zablokowało budowę serwerowni o szczytowym poborze energii przekraczającym 10 MW. To nie abstrakcyjne deklaracje, lecz konkretne progi megawatowe wpisane do lokalnego prawa.
Zmiana widoczna jest także na szczeblu stanowym. W Teksasie, drugim pod względem liczby planowanych centrów danych stanie, fotel gubernatora obejmie demokratka Gina Hinojosa, która otwarcie popiera ogólnostanowe moratorium. Jej rywal, dotychczasowy gubernator Greg Abbott, wolał łagodniejsze rozwiązania, latem zapowiedział audyt obiektów, który może opóźnić ich przyłączanie do sieci energetycznej, choć wcześniej chwalił rozwój tej branży. W tym samym stanie James Talarico wygrał wyścig do Senatu, kładąc nacisk na wpływ centrów danych na środowisko i na to, by lokalne społeczności partycypowały w zyskach.
Nie wszędzie jednak wygrali krytycy branży. Na Florydzie gubernatorem został republikanin Byron Donalds, przeciwnik całkowitego zakazu, który w Kongresie zgłosił ustawę Protecting Ratepayers Act, mającą zmusić deweloperów do pokrywania własnych potrzeb energetycznych i wodnych. W Iowa zwyciężył demokrata Rob Sand, sceptyczny wobec moratorium forsowanego przez kontrkandydata. Co istotne, nawet ci politycy musieli w kampanii zająć stanowisko w sprawie serwerowni, a po objęciu urzędu będą poddani presji, by wprowadzić przynajmniej elementarne zabezpieczenia.
W tle pozostaje pytanie, którego politycy nie mogą dłużej ignorować: kto zapłaci za rozbudowę sieci i zużycie wody. Postulaty, by deweloperzy ponosili koszty infrastruktury oraz dzielili się korzyściami z mieszkańcami, pojawiają się dziś w programach kandydatów z obu partii. Spór o centra danych przestał być techniczną dyskusją o przepustowości łączy, a stał się sporem o rachunki za prąd, lokalne budżety i krajobraz.
Podsumowanie: Wyniki wyborów śródokresowych pokazują, że era bezwarunkowego przyzwolenia na rozbudowę centrów danych w USA dobiega końca. Branża AI dostaje jasny komunikat: bez społecznej zgody i realnego udziału w kosztach infrastruktury kolejne gigawatowe inwestycje będą coraz trudniejsze do zrealizowania.
Źródło: TheVerge
Opracowanie: Brodatech na podstawie TheVerge. Korekta językowa: Bielik 11B v3.