Historia Character.AI zatacza koło w sposób, którego chyba nikt nie przewidział w 2021 roku, gdy platforma chatbotów z postaciami szturmem zdobywała serca nastolatków. W tym tygodniu spółka złożyła wniosek o bankructwo, a kilka dni później wyszło na jaw, że Disney — który jeszcze niedawno oskarżał startup o kopiowanie własnych bohaterów — zgadza się zatrudnić większość jego pracowników. To nie przejęcie w klasycznym sensie, a raczej skoordynowana ewakuacja zespołu.
Szczegóły ujawniono w dokumentach sądowych, na które jako pierwszy zwrócił uwagę Bloomberg. Disney zobowiązał się złożyć oferty zatrudnienia co najmniej 60 osobom z Character.AI, czyli większości załogi, z łącznym rocznym wynagrodzeniem szacowanym na około 60 mln dolarów. Co istotne, „zdecydowana większość” zaproszonych miała je przyjąć. Warto jednak pamiętać, że mamy do czynienia z ofertą typu stalking horse — punktem wyjścia w licytacji, którą wciąż może przebić inny podmiot.
Kluczem do zrozumienia tej transakcji jest nazwisko. Karandeep Anand, dotychczasowy dyrektor generalny Character.AI, niedawno objął nowo utworzone stanowisko pierwszego dyrektora technologicznego (CTO) w historii Disneya. Nic więc dziwnego, że firma rozgląda się za ludźmi, których zna i którym ufa. Wcześniej startup informował też, że Disney zgodził się kupić część jego aktywów za 20 mln dolarów — kwota jak na standardy koncernu skromna, ale wystarczająca, by zabezpieczyć technologiczne resztki.
Dokumentacja nie pozostawia złudzeń co do przyczyn upadku. Character.AI miała „dużą i zaangażowaną bazę użytkowników”, ale pożerały ją koszty operacyjne oraz — jak to ujęto — „potencjalne zobowiązania związane z postępowaniami sądowymi i zaangażowaniem regulatorów”. Startup mierzył się z pozwem matki 14-latka, który miał uzależnić się od jednego z chatbotów przed samobójczą śmiercią, a także ze śledztwami rządowymi dotyczącymi bezpieczeństwa dzieci. To właśnie ten ciężar, a nie brak popularności produktu, okazał się gwoździem do trumny.
Sprawa Character.AI wpisuje się w szerszy wzorzec: w erze generatywnej AI wartość firmy coraz rzadziej mierzy się liczbą użytkowników, a coraz częściej zdolnością do udźwignięcia kosztów infrastruktury i odpowiedzialności prawnej. Dla Disneya przejęcie doświadczonego zespołu to stosunkowo tania droga do zbudowania kompetencji AI wewnątrz organizacji — bez balastu w postaci pozwów i regulacyjnych sporów. Dla pracowników startupu to z kolei rzadka okazja: zamiast szukać pracy po zamknięciu firmy, przechodzą pod skrzydła jednego z największych pracodawców w branży rozrywkowej.
Pozostaje pytanie, co dalej z samą platformą i jej użytkownikami. Licytacja może przynieść nowego właściciela, a los serwisu zależy od tego, kto zdecyduje się przejąć aktywa. Jedno jest pewne: przypadek Character.AI będzie odtąd cytowany jako przestroga dla twórców produktów AI, w których granica między innowacją a odpowiedzialnością za użytkownika bywa bardzo cienka.
Podsumowanie: Bankructwo Character.AI kończy się transferem zespołu do Disneya, który za około 60 mln dolarów rocznie zyskuje ludzi, a nie technologię. To sygnał, że w dojrzałym rynku AI wygrywają ci, którzy potrafią unieść koszty i ryzyko prawne — a nie tylko przyciągnąć miliony użytkowników.