Google ogłosiło, że w nadchodzących miesiącach szkoły korzystające z jego produktów edukacyjnych będą domyślnie pozbawione narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Brzmi to jak gest w stronę nauczycieli i rodziców zaniepokojonych wpływem chatbotów na uczniów. Problem w tym, że na liście „narzędzi AI” znalazła się również Wyszukiwarka Google. Szkoła, która nie chce Gemini, traci więc także dostęp do najpopularniejszej wyszukiwarki świata.
Zakres zmian jest tu kluczowy. Decyzja dotyczy czterech produktów: Gemini, Gemini Notebook, Gemini w Classroom oraz Google Search. Nie ma możliwości wyboru pośredniego ani wyłączenia pojedynczych funkcji, administrator musi włączyć całość albo zrezygnować z wszystkiego. To nie przypadek, lecz konsekwencja strategii firmy, która od miesięcy przekonuje, że wyszukiwanie internetowe i AI to dziś jedno i to samo. Większość zapytań kończy się podsumowaniem AI Overview na górze strony, a Google systematycznie kieruje użytkowników do konwersacyjnego trybu AI Mode.
Chris Phillips, wiceprezes Google ds. edukacji, potwierdził to w rozmowie z „The New York Times”. Jak stwierdził, wyszukiwanie i AI są głęboko zintegrowane, więc uczniowie w szkołach, które nie włączą AI, „nie będą mieli dostępu do wyszukiwarki” i zobaczą komunikat placówki o jej niedostępności. Firma mogłaby przygotować wersję Search bez funkcji generatywnych, ale tego nie robi. Zamiast tego proponuje dwa warianty AI w wyszukiwarce: standardowy model Gemini oraz nowy tryb „Guided Learning”, dostępny również w Classroom.
Właśnie Guided Learning ma być odpowiedzią na najczęstszy zarzut wobec chatbotów w edukacji, że po prostu odrabiają zadania za ucznia. Google zapowiada tryb korepetytora, który naprowadza i tłumaczy, zamiast podawać gotowe rozwiązania. Firma sama jednak przyznaje, że jej produkty generatywne mogą się mylić, a doświadczenie z chatbotami pokazuje, że odpowiednio poprowadzona rozmowa często wystarcza, by wyciągnąć z modelu pełne rozwiązanie zadania. Deklaracja „nie dajemy odpowiedzi” jest więc raczej założeniem projektowym niż gwarancją.
Kalkulacja Google wydaje się czytelna. Wyszukiwarka jest w szkołach tak powszechna, jak same Chromebooki, których obecność uczyniła produkty edukacyjne firmy standardem w wielu klasach. Postawienie dostępu do Search jako zakładnika ma skłonić placówki do zaakceptowania AI, a tym samym oswoić uczniów z technologią, z którą będą obcować przez resztę życia. To długoterminowa inwestycja w przyzwyczajenia użytkowników, realizowana na gruncie, gdzie opór jest najtrudniejszy do wyrażenia.
Szkoły, którym ten układ nie odpowiada, mogą szukać alternatyw. DuckDuckGo pozwala wyłączyć funkcje AI, a instytucje mają też inne opcje wyszukiwania i platform edukacyjnych. Pytanie brzmi jednak, czy pojedyncze placówki są gotowe na rezygnację z ekosystemu, w którym już funkcjonują ich urządzenia, konta i materiały. Google najwyraźniej zakłada, że nie, i że „wybór”, który oferuje, okaże się w praktyce wyborem z góry przesądzonym.
Podsumowanie: Nowa polityka Google wygląda na ustępstwo wobec krytyków AI w szkołach, ale w rzeczywistości stawia placówki przed dylematem bez dobrego wyjścia. Skoro wyszukiwanie jest dziś nierozłączne z AI, rezygnacja z Gemini oznacza rezygnację z Search, a to dla większości szkół cena nie do przyjęcia. Guided Learning może złagodzić obawy, ale nie zmienia faktu, że o kształcie cyfrowej edukacji decyduje dostawca platformy, nie pedagog.