Nowy Jork staje się sceną jednego z najciekawszych sporów o sztuczną inteligencję w Stanach Zjednoczonych. W poniedziałkowy wieczór w Webster Hall na Manhattanie burmistrz Zohran Mamdani rozmawiał z aktywistką i gwiazdą serialu „Broad City” Ilaną Glazer o tym, jak AI zmienia życie mieszkańców miasta – i dlaczego nie muszą się na to zgadzać. Wydarzenie „The People's AI Assembly” zorganizował think tank AI Now Institute, zajmujący się społecznymi skutkami tej technologii.

Główna teza Mamdaniego była prosta: narracja o nieuchronnej „inwazji” AI na miejsca pracy, umysły dzieci i godność ludzi jest narzucana, a nie naturalna. „Nic nie musi być takie, jakie jest” – mówił, wskazując na celowe poczucie przytłoczenia, które odbiera ludziom wiarę w możliwość wyboru. Jego zdaniem odpowiedzialność za ten stan ponoszą zarówno firmy technologiczne, jak i urzędnicy, którzy wolą nie zadawać pytań.

Krytyka pod adresem Waszyngtonu była ostra. Burmistrz mówił wprost o „całkowitym zrzeczeniu się” prawa federalnego w obszarze AI. Zamiast regulacji – jak argumentował – dostajemy język wyścigu zbrojeń z Chinami, w którym wszelkie wątpliwości humanitarne schodzą na dalszy plan. Powołany niedawno przez prezydenta Donalda Trumpa zespół ds. superinteligencji opiera się w dużej mierze na samoregulacji najpotężniejszych graczy, mimo ostrzeżeń sygnalistów z Anthropic, Google DeepMind i OpenAI o ryzyku egzystencjalnym.

Mamdani nie poprzestaje na retoryce. We wrześniu nakazał zakaz korzystania z AI w nowojorskich szkołach podstawowych i średnich, a latem zaproponował przepisy zobowiązujące właścicieli nieruchomości, pośredników i portale ogłoszeniowe do jasnego oznaczania zdjęć i wideo wygenerowanych przez AI. Chodzi o ochronę przed „house-phishingiem”, czyli oszukiwaniem klientów nieistniejącymi lub zafałszowanymi ofertami. Glazer, sama będąca rodzicem, mówiła, że obecność AI w klasach budzi jej niepokój właśnie dlatego, że wydaje się narzucona i pozbawiona zgody rodziców.

W tle pojawił się też wątek znacznie poważniejszy – lutowy atak sił USA na szkołę w Iranie, w którym zginęło ponad 150 osób, w tym co najmniej 123 dzieci. Według ustaleń wewnętrznego śledztwa Pentagonu, o których informował Bloomberg, jednym z czynników był nadmierny wpływ AI na proces wyboru celów. Mamdani wykorzystał ten przykład do szerszej diagnozy: technologię wdraża się lekkomyślnie, bez rozliczenia z jej ograniczeniami, a jednocześnie przedstawia się ją jako nieomylną i zastrzeżoną wyłącznie dla jej twórców.

Burmistrz przypomniał, że podobne argumenty – o wyjątkowości i konieczności samodzielnego nadzoru – słyszeliśmy już przy okazji Facebooka w 2008 roku. Dziś, gdy Anthropic szykuje debiut giełdowy, a OpenAI zapowiada wejście na parkiet w 2027 roku, jego zdaniem chodzi przede wszystkim o uniknięcie odpowiedzialności bez utraty wyceny. Stąd apel do nowojorczyków: skoro federalny regulator milczy, presję trzeba wywierać lokalnie – i zawczasu myśleć o zupełnie innym ramach prawnych dla AI po zakończeniu obecnej kadencji Białego Domu.

Podsumowanie: Wystąpienie Mamdaniego pokazuje, że w amerykańskiej debacie o AI coraz więcej dzieje się na poziomie miast. Nowy Jork łączy symboliczne wezwanie do oporu z konkretnymi regulacjami – zakazem w szkołach i obowiązkiem oznaczania treści generatywnych. To test, czy lokalna polityka jest w stanie zastąpić brakującą strategię federalną, czy jedynie sygnalizować problem, którego Waszyngton nie chce rozwiązać.