Mark Zuckerberg nie wyprowadzi się z Doliny Krzemowej – przynajmniej nie w ciągu najbliższych ośmiu lat. Jak wynika z 109-stronicowego dokumentu złożonego w amerykańskiej komisji papierów wartościowych, szef Mete zawarł z zarządem porozumienie, które wprost wiąże jego możliwość sprzedaży specjalnej klasy akcji z dalszym zamieszkaniem w Kalifornii. W tle jest Proposition 40 – kontrowersyjna inicjatywa obywatelska, która nakładałaby jednorazowy 5-procentowy podatek na akcje i inne aktywa miliarderów posiadane w stanie na początku 2026 roku.
Sprawa zrobiła się poważna na początku września. Podczas kolacji z członkami zarządu 9 września Zuckerberg miał poinformować, że rozważa opuszczenie Kalifornii z powodu tej inicjatywy, a cztery dni później planuje wystawić na sprzedaż swój dom w Palo Alto. Wcześniej, w lutym, kupił posiadłość na Florydzie. Dla zarządu był to sygnał alarmowy: miliarderzy tacy jak on od lat minimalizują podatki, pożyczając pod zastaw akcji i pobierając symboliczną pensję – w jego przypadku 1 dolara rocznie – więc jednorazowy podatek od majątku mógłby go kosztować miliardy.
Reakcja była szybka. Specjalny komitet zarządu, w którym zasiedli prawnik Robert Kimmitt, inwestor Charlie Songhurst i szef DoorDasha Tony Xu, w ciągu kilku dni wypracował z Zuckerbergiem porozumienie. Dokument wprost nawiązuje do pandemii COVID-19, gdy współzałożyciel Facebooka nie mógł być fizycznie obecny przy zespole zarządzającym – zarząd nie chciał, by firma ponownie znalazła się w podobnej sytuacji. Umowa, sfinalizowana tydzień przed ogłoszeniem, ma być odpowiedzią na to ryzyko.
Mechanizm jest precyzyjnie skonstruowany. Meta utworzy nową klasę akcji bez prawa głosu, którą wszyscy dotychczasowi akcjonariusze otrzymają proporcjonalnie do posiadanych udziałów. Dzięki temu firma może pozyskiwać kapitał na kosztowne inwestycje w centra danych pod AI, nie rozwadniając kontroli głosów Zuckerberga. W ramach „Founder Alignment Agreement” będzie on mógł sprzedać 20 proc. nowych papierów na pokrycie ewentualnych zobowiązań podatkowych, a pozostałe 80 proc. – w transzach rozłożonych na osiem lat, pod warunkiem że nadal mieszka w Kalifornii. Wcześniejsza sprzedaż wymagałaby zrzeczenia się części akcji z prawem głosu, chyba że pojawią się „istotne, nieprzewidziane okoliczności”, które uczyniłyby przeprowadzkę zasadną.
Warto zauważyć pewien kruczek: umowa mówi o pozostaniu tam, gdzie mieści się siedziba Mete, a nie konkretnie w Kalifornii. Teoretycznie firma i jej szef mogliby przenieść się razem – choćby do Teksasu czy Nevady, dokąd w ostatnich latach wyemigrowało wiele kalifornijskich spółek. W dokumencie zastrzeżono jednak, że celem jest dalsze kierowanie firmą z Kalifornii, blisko Meta Superintelligence Labs, jednostki stojącej za najnowszymi modelami Muse. To właśnie bliskość kluczowych zespołów AI – a nie sentyment do Palo Alto – okazuje się tu najważniejsza.
Finał całej historii może być jednak ironiczny. Najnowsze sondaże w Kalifornii wskazują, że po wydaniu około 129 mln dolarów na kampanię przeciwko Proposition 40 inicjatywa prawdopodobnie nie zdobędzie wystarczającego poparcia. Zuckerberg zgodził się więc na osiem lat w Dolinie Krzemowej w obronie przed podatkiem, który – według obecnych prognoz – i tak nie wejdzie w życie.
Podsumowanie: Umowa akcyjna Mete to rzadki przykład, gdy ład korporacyjny splata się z polityką podatkową stanu. Zarząd kupił sobie stabilność przywództwa w kluczowym momencie wyścigu AI, a Zuckerberg – finansową elastyczność bez utraty kontroli nad firmą. Niezależnie od losów Proposition 40, sygnał jest jasny: w erze superinteligencji geografia szefa ma znaczenie strategiczne.